Content

Dodatki

poniedziałek, 31.sierpnia.2009, 19:02


Nie moje. Opowiadanie należy do Maiden of the Moon.
Not mine. This story belongs to Maiden of the Moon.


W życiu istniało parę rzeczy, które zaskoczyły Sebastiana. Jako dozorca porządku dziennego gospodarstwa wiedział, jaki będzie przebieg każdego dnia: każde wydarzenie zorganizowane, każda minuta zaplanowana. Jako nadzorca czwórki nieskutecznych kolegów, wiedział jaki rodzaj rozpraszania oraz niefortunnych wypadków nieuchronnie uczynią jego plan bezużytecznym. Jako demon był wśród ludzi wystarczająco długo, by przewidzieć, jak mogą się zachować w szczególnych sytuacjach; a jako przez-długi-czas lokaj rodziny Phantomhive wiedział na ogół, jakiego zachowania oczekiwać po dumnym oraz rozpieszczonym hrabim.
A mimo to, przez to wszystko, przegapił coś. Jakąś wskazówkę, jakąś prawdę o stanie człowieka... Musiał, bo nie było innego wyjaśnienia: żadnego innego powodu, aby wytłumaczyć, dlaczego stał przez idealnie upieczonym, pokrojonym oraz podanym kawałkiem cynamonowego puddingu z chleba.
Niezjedzonym kawałkiem upieczonego, pokrojonego oraz podanego kawałka cynamonowego puddingu z chleba.
Tak. Porcelanowy talerz przez nim - pełny oraz ozdobny i, och, jak z niego kpił! - zbił lokaja z tropu; Sebastian był tak całkowicie zaskoczony tym nieprzewidzianym zakrętem losu, że zdał sobie sprawę, iż gapi się szeroko otwartymi oczami na pudding, zdziwiony. A chłopiec któremu służył, jak gdyby w odpowiedzi na to, po prostu obserwował zaskoczonego służącego: rozluźniona twarz ze zwyczajną mimiką swobodnej apatii.
Minęła pełna minuta. Powietrze między nimi zgęstniało, ciężkie od pytań oraz słodkiego zapachu cynamonu. Lecz, gdy rzeczona cisza utrzymywała się, równomiernie stała się bardziej pogardliwa... aż była prawie tak kpiąca jak ciasto samo w sobie. To zrozumienie nie zrobiło niczego, by złagodzić dobrze się zapowiadającą irytację Sebastiana. Nie było to może zaskakujące, że kiedy lokaj w końcu przerwał ciężką ciszę, zrobił to w sposób pozbawiony zwyczajnej gracji, elokwencji oraz finezji.
- Nie skończyłeś swojego deseru.
Zza ozdobnego biurka siedemnastolatek wygiął w łuk delikatną brew, jego długie nogi skrzyżowane, a szczupłe palce złączone.
- O bogowie - stanowczym głosem zabarwionym monotonnym sarkazmem przynudzał Ciel. - Nic ci nie umknie, prawda, Sebastianie?
A teraz również dziecko z niego kpiło. Cudownie.
Z pewną trudnością demon dał radę zamaskować nasilające się zdenerwowanie fasadą uprzejmej obojętności. Taki był jego zwyczaj.
- Przepraszam - odpowiedział uprzejmie, kłaniając się w pokazie skruchy. - Po prostu nigdy przedtem nie widziałem, żeby panicz odmówił deseru. Czy talerz mu nie odpowiadał?
Przerwa. Sebastian zerknął na czas, by złapać końcówkę zamyślonego - a jednak jakoś rozbawionego - wyrazu twarzy, gdy przemknął przez bladą twarz jego pana.
- Coś takiego - zgodził się chłopiec, długie rzęsy spuszczone, gdy cienkie usta żartowały. - Ostatnio stanowczo znudziły mnie ciastka, placki i puddingi. Cały czas je podajesz; monotonność tego wszystkiego mnie przytłoczyła. Dziś wieczorem chciałbym zjeść coś bardziej... niekonwencjonalnego.
- Niekonwencjonalnego. - Lokaj mrugnął raz, powoli. Co to do cholery znaczyło? - ...Obawiam się, że znam parę "niekonwencjonalnych" deserów - wyznał chwilę potem, brzmiąc z lekka zmieszanym. - O ile panicz nie nabrał nagłego zainteresowania w wypróbowaniu kuchni kanibali.
Nos hrabiego zmarszczył się w wyraźnym obrzydzeniu. Najwyraźniej nie spodziewał się tego; Sebastian ledwie zdołał powstrzymać chichot samo satysfakcji. W odpowiedzi Ciel utrzymał swój leniwy, protekcjonalny wygląd... jego pokerowa twarz z pewnością polepszyła się z wiekiem.
- Może "niekonwencjonalne" nie jest właściwym słowem - Chwilę potem zdecydował poprzeciągać samogłoski, bębniąc palcami lewej ręki po kostkach prawej. - A może "niecodzienny"?
Sebastian wciąż był trochę zagubiony. I uważał to za wysoce frustrujące, gdyż było oczywiste, iż jego pan oczekiwał czegoś specyficznego. Te jego małe gry mogły być całkiem dokuczliwe...
- Czy mam alfabetycznie wybrać swobodną listę pomysłów deserów? - zaoferował, wieczny uśmiech zbliżał się do skraju rozpaczy. - Czy panicz już ma jakiś plan na myśli?
Ciel zanucił, kiwając stopą na wysokim obcasie w spokojny, niesłyszalny rytm.
- Mam już coś na myśli - przyznał powoli, niezaniepokojony ewidentną irytacją demona. W rzeczywistości jego uśmiech tylko wydawał się rozszerzać w odpowiedzi... - Jestem w nastroju na sos czekoladowy.
Przynajmniej gdzieś docieramy.
- Bardzo dobrze - Pokiwał głową Sebastian, odprężając się nieco, gdy konwersacja przybrała bardziej przewidywalny obrót. - Panicz ma jak zwykle nienaganny smak. Czy mogę zasugerować świeże truskawki oszklone czekoladowym sosem? Ostatnio poszedłem na targ i z-'
Nagle uciął. Chłopiec juz trząsł głową na "nie".
- ...w takim razie bardzo dobrze. - Chwilowe wahanie; Sebastian łamał sobie głowę nad innym deserem, który wykorzystywał sos czekoladowy, niebędąc częścią rodziny ciast. - Może zbiór herbatników zamoczony w -
- Masz problemy z uszami tak samo jak z oczami? - spokojnie przerwał Ciel, opierając podbródek na splecionych palcach. Wyglądał teraz na bardzo rozbawionego... Tak, sercem wciąż był dzieckiem, a jego ulubioną grą na zawsze będzie zabawa z Sebastianem. - Powiedziałem ci już, czego chcę. Chcę czekoladowego sosu.
Sebastian gapił się. Chłopiec, nieodstraszony, odpowiedział tym samym.
- ...czekoladowy sos - powtórzył demon; bezbarwnie, płasko i widocznie pełen niedowierzania.
Leniwy uśmiech.
- Tak.
Brązowe oczy spotkały niebieskie, jedno spojrzenie ostre od nasilonego sarkazmu, drugie pełne leniwego śmiechu.
W końcu lokaj westchnął.
- Jak panicz sobie życzy - zarządził, przechylając się odrobię do przodu, aby pokazać, że zrozumiał. Lecz gdy to uczynił, pozwolił swojemu niskiemu głosowi zniżyć się o cały rejestr, sącząc sarkazm, którego normalnie nie wyrażał. - Mam przynieść paniczowi miskę i łyżkę, czy też raczej zje on ze słoika gołymi rękami?
Gorzki ton nie zagubił się na swoim wykonawcy; Ciel prychnął, jego łokcie opuszczone na puste biurko z podwójnym łomotem.
- Dobre nieba - delikatnie zripostował, układając górną wargę w beztroskie obrzydzenie. - Nie bądź odrażający. Oczywiście nie zjem nieładnie.
Dzięki panie za małe cuda.
- Powinienem powiedzieć - - zaczął Sebastian, dodające otuchy słowa nawet nie w pełni uformowane zanim zostały energicznie ucięte, uciszone przez kontynuowaną deklarację hrabiego.
- To czego chcę - Ciel spokojnie poinformował lokaja. - To zjeść rzeczony sos czekoladowy z twojej klatki piersiowej, Sebastianie. Ściślej, z twojej piersi, twojego brzucha i możliwie nawet z twoich niższych kończyn.
Cienka brew wystrzeliła w górę. Jeśli to była gra, jego pan wygrywał: dwa razy w ciągu ostatnich trzech minut Sebastian został złapany po zdjęciu gardy, mrugający i zakłopotany. Już dawno temu był czas na przyspieszenie spraw, do ich zakończenia na jego korzyść. ale najpierw, żeby tylko upewnić się, iż nie zrozumiał źle...
- ...przez "niższe kończyny" - wyjaśnił lokaj tonem, którego można użyć, aby ponownie sprawdzić, że dwa i dwa to cztery. - Przyjmuję, że nie masz na myśli "stopy"?
Chłopiec ofiarował mu sympatyczny uśmiech.
- Nie, Sebastianie. Nie mam na myśli.
Cisza.
Demon pozwolił temu komunikatowi przeturlać się przez jego głowę przez parę chwil, w myślach rozpatrując ten rozkaz od tak wielu przenośnych stron, do ilu mógł podejść. a jednak na końcu realność sytuacji była jasna. Jego pan stwarzał wysoko seksualną próbę zbliżenia. Spokojnie, wyraźnie i w pełni świadomy tego, co robił.
Jak niespodziewanie.
Lecz teraz zszedł z tematu rozmowy. Zwracając uwagę na pracę, Sebastian oczyścił gardło cichym kaszlem.
- Może jest panicz nieświadomy - lekko poinformował, krzyżując dłonie za plecami. - Ale plamy z czekolady są trudne do zmycia z ubrań. Szczególnie z ubrań zrobionych z jasnych tkanin, takich jak moja biała koszula.
Ciel zanucił, rozpierając się na pozłacanym krześle.
- W rzeczy samej - skomentował, układając palce poniżej ostrego podbródka. - I kosztowne, aby je zastąpić, jeśli dobrze sobie przypominam. Dlatego też, aby oszczędzić nam obu czasu i pieniędzy, czy mogę zasugerować zdjęcie koszuli przez moja konsumpcja sosu?
Jego usta wypowiedziały "zasugerować", ale Sebastian usłyszał "rozkazać". A ukryta pieczęć na prawej dłoni podkreślała różnicę: płonęła przyjemnie pod naznaczoną gwiazdą skórą, wysyłając dreszcze przyjemności w górę kręgosłupa.
Ciemne oczy błysnęły czerwienią, skrząc się jak dwa rubiny.
- Sugestia w samą porę, paniczu - wymruczał lokaj, celową chrypką pokrywała cukrem niewinna odpowiedź. - Mimo iż obawiam się, że wciąż istnieje mały problem: przez lata służby poznałem się na twoim notorycznym niechlujstwie przy jedzeniu, paniczu. Boję się, że nie tylko moja koszula będzie poplamiona...
Zamarł, pozwalając zniewadze utrzymać się między nimi; nastolatek skrzywił się na rozszyfrowanie go, pragnąc obronić swoje nienaganne maniery, ale wiedząc, że nie mógł, jeżeli chciał kontynuować. Kolejny punkt dla sługi.
- ...prawda - Ciel w końcu zgodził się (aczkolwiek przez zaciśnięte zęby), gdy jego zirytowany grymas wtopił się w cukierkowy uśmiech. - Zduśmy ten problem z zarodku, możemy? Spodnie też trzeba będzie zdjąć, tak na wszelki wypadek.
Sebastian uśmiechnął się z wyższością.
- Oczywiście - wymruczał, pochylając się do przodu: schylając się do ukłonu, co umiejscowiło go dokładnie przed jego paniczem, oko przy oku, nos przy nosie. Ani mrugnięcia, czy zadrżenia, czy wzdrygnięcia się. Oboje byli na to zbyt uparci i dumni. Ale demon mógł wyczuć błaganie pękające pod maską imperialnego nudzenia...
- Lecz, jeśli mogę sobie pozwolić - odziany w czerń diabeł kontynuował szeptem, drażniąc chłopca gorącym, słodkim oddechem. - Jako że panicz tej nocy wydaje się mieć niecodzienną czułość dla dodatków... Czy mogę zaoferować mu również porcję kremu?
Zauważalna intonacja, zamierzone zrozumienie. Gdyby dziecko było młodsze, z pewnością zarumieniłoby się. Lecz teraz - starszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony - nastoletni hrabia ledwie uśmiechnął się lubieżnie; spokojnie rozplątując palce, Ciel pozwolił im popłynąć w przód, bawiąc się znacząco jedwabnym krawatem demona.
- To zależy - wymruczał, łowiąc karmazynowe oczy lokaja na nieśmiałe spojrzenie zza wywiniętych rzęs. - Czy jest słodki?
Duże, ubrane w rękawiczki dłonie wsunęły się na biurko; Sebastian pochylił się bliżej, przerzucając ciało nad drewnianym blatem. Podniecony chichot - poruszający uśmieszek.
- Jeśli panicz sobie życzy, żeby był.
Pięść wokół jego krawatu zacisnęła się. I bez żadnego ostrzeżenia Ciel wstał, uśmiechnął się szyderczo i użył dźwigni, którą zyskał, aby obrócić sługę, popychając go plecami na mahoniowe biurko. Sebastian uderzył w blat z głośnym grzmotnięciem oraz szmerem łagodnego zaskoczenia, ani razu nie opierając się sile, jakiej używał na nim posiadacz kontaktu. Mimo wszystko była to gra jego pana, a on był tylko chętnym graczem.
Bardzo chętnym w tym momencie.
Ciepłe, chude oraz (ironicznie) kremowe uda przywołały Sebastiana natychmiast z powrotem; mrugnął w górę, obraz sufitu nagle zablokowany przez zadowoloną z siebie twarz hrabiego. Z przodu spodni dokuczał mu gorący, twardy i prawie rozpraszający nacisk, a delikatne palce Ciela pracowały nad klapami kamizelki, odmawiając puszczenia.
Sebastian uniósł brew.
- Jak niecierpliwie - spokojnie skomentował, nawet jeśli jego własne ręce unosiły się w górę ściskając ten zbyt kuszący tyłek. - Nie miałem nawet szansy, przynieść paniczowi jego sosu czekoladowego.
Ciel chrząknął, znacząco ocierając ich biodra.
- Rozmyśliłem sie - ogłosił - prawie imperialnie, wirujące emocje i wesoły podtekst zaowaliły zwyczajny niezrażony wyraz twarzy. Ta maska też kpiła z Sebastiana, rzucając my wyzwanie, aby spróbował ja zbić... - Zapomnę teraz o sosie czekoladowym i nasycę się tylko kremem.
- Czy tak? - Ślizgające się palce, tańczyły w górze, poluzowując krawat nastolatka. - Ale bez bliskiego zagrożenia plamami czekoladowymi. - Oddychał demon, humor w jego słowach, łapiących w pułapkę. - Jaki bodziec zmusi mnie do zdjęcia mojej koszuli oraz spodni?
Różnokolorowe oczy zmrużyły się.
- Och, ale krem robi bardzo lepki bałagan - sprytny hrabia ostrzegł, mocno odpinając pierwsze trzy guziki z nieskazitelnej kiedyś koszuli lokaja. - A będzie go dużo, bo jestem całkiem głodny.
Żaden nie przegapił niewypowiedzianego wyroku; dźwięczał między nimi jak każdy inny rozkaz, miękki i ostry, i kusząco silny: Chcę, czego pragnę i chcę to teraz. Jak zwykle dziecinne żądanie przywołało na ładna twarz lokaja lubieżny uśmiech oraz pomruk w głosie ciężkim od obietnicy.
- Zrozumiałem. - Jego wilgotny uśmiech poszerzył się i ze znaczącym pociągnięciem obu poluzowanych krawatów, lokaj poddał się swojemu wygłodniałemu panu oraz jego zboczonym żądaniom. - Wypowiedz swoje błagania i pozwól uczcie się rozpocząć, mój panie.
Cielowi nie trzeba było powtarzać dwa razy.
I ten raz Sebastian nie odmówił mu znowu.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Monety

wtorek, 16.czerwca.2009, 17:21


Nie moje. Opowiadanie należy do GoodbyeMyHeart.
Not mine. This story belongs to GoodbyeMyHeart.


Ode mnie: w oryginale był pewien błąd. Mianowicie: telewizja. Akcja rozgrywa się dawno dawno temu, kiedy jeszcze nie było TV. Wycięłam ten fragment, bo jest po prostu absurdalnie bezsensowny.


Ciel uwielbiał monety. Sebastian bardzo szybko się do tego przyzwyczaił: nic nie mogło szybciej przyciągnąć uwagi jego pana jak moneta, błyszcząca, skacząca w górę, gdy chłopiec podrzucał ją kciukiem.
Czasami znudzony Ciel siedział w salonie i kazał lokajowi zagrać z nim w grę orzeł-czy-reszka. Kiedy Ciel miał paskudny humor, chciał, aby Sebastian przegrał. Było to nieco trudne z uwagi na nieprzewidywalność wyniku, lecz kamerdyner zawsze wykonywał poleceni.
Nade wszystko, jako lokaj rodziny Phantomhive, byłoby hańbą, jeśli nie potrafiłby wypełnić tak drobnego zadania.
*
Dzisiaj twarz Ciela była nieprzenikniona. Sebastian nie był pewny, czy jego pan miał dobry humor, czy tez nie. lokaj stał potulnie za nastolatkiem, siedzącym w ogromnym, czerwonym fotelu w salonie, leniwie rzucając monetą.
- Sebastianie - nagle przemówił Ciel. - Orzeł czy reszka?
Sebastian obserwował, jak pieniądz obraca się w powietrzu zanim odpowiedział.
- Reszka.
Moneta nagle uderzyła o mebel. Ciel zerknął na nią.
- Orzeł. Wygrałem.
Żadnych emocji w głosie chłopca, który westchnął i skrzyżował nogi.
- Nikt nas dziś nie odwiedza, prawda?
- Nie, mój panie.
- Nie ma gdzie pójść.
- Nie.
Ciel znowu westchnął.
- Żadnych lekcji?
- Nauczycieli nie ma w mieście, przecież panicz pamięta.
- Mmm. Oczywiście.
Ciel podparł głowę własną pięścią.
- Sebastianie.
- Panie?
- Orzeł czy reszka?
Sebastian przeniósł swój ciężar z jednej nogi na drugą.
- …Orzeł.
Moneta obróciła się. Ciel złapał ją i spojrzał na wynik.
- Orzeł. Wygrywasz.
Moneta znowu podskoczyła. Sebastian patrzył na nią zza fotela. Góra, dół. Góra, dół. Znów i znów…
- Paniczu?
- Tak?
- Jeśli jesteś znudzony…
Ciel złapał monetę.
- Bardo znudzony, a nie ma nic do roboty. Żadnych lekcji, gości, dochodzenia dla psa królowej. Ani jednej książki do czytania tylko… duży, pusty dom i monety do podrzucania.
Pieniądz znowu wylądował w powietrzu, a potem Ciel obrócił się w fotelu.
- Sebastianie - powiedział z ledwie dostrzegalnym uśmiechem. - Zabaw mnie.
Wargi lokaja drgnęły.
- Czy to rozkaz?
Ciel uśmiechnął się miękko. Demon poczuł, jak skóra pod rękawiczką nagle rozkwita mrocznym gorącem.
- Tak - powiedział. - To rozkaz.
- W jaki sposób, paniczu? - Sebastian przechylił głowę.
- Och, nie wiem. W czym jesteś dobry? Poza byciem lokajem. - Ciel mrugnął leniwie.
- Co za nagłe zainteresowanie, jestem zaszczycony. - Sebastian ukłonił się kpiąco. - Wykonam każde zadanie, którego pan sobie zażyczy, wystarczy chwilę pomyśleć.
- Cóż… - Ciel spojrzał w zamyśleniu na sufit.
Kamerdyner schylił się, zniżając swoją głowę koło Ciela.
- Jestem całkowicie do twojej dyspozycji, mój panie - wyszeptał.
- Całkowicie?
- Każdy mój cal - powiedział miękko Sebastian.
Ciel prawie mógł zasmakować uśmiechu na twarzy lokaja, gdy to oznajmił.
- Każdy cal. Wszystko czego zażądam. - Kąciki ust chłopca drgnęły w uśmiechu.
- Wszystko - zapewnił Sebastian.
- Wszystko.
- Mmm - odpowiedział prosto sługa.
Nagłe pragnienie, aby zachowywać się figlarnie przy swoim panu przebiegło przez umysł Sebastiana. Dokuczanie nastolatkowi zawsze było przyjemne, a znudzony Ciel to podatny Ciel.
-Nawet jeśli będzie to coś najdziwniejszego.
- Tak.
- W takim razie…
Ciel podniósł rękę i dotknął policzka Sebastiana. Chłopiec spojrzał na lokaja z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy.
- Pocałuj mnie, Sebastianie. To rozkaz. - Ciel poczuł, jak ręka demona przebiega po jego ramieniu i chwyta łokieć. Lokaj uśmiechnął się, a jego oczy rozbłysły czerwienią.
- Wszystko co powiesz, - wyszeptał - mój panie.
Chłopiec spodziewał się, że wargi Sebastiana będą parzyć, lub okażą się zbyt chłodne, lub będą smakować jak krew, czy inne okropieństwo. Był zaskoczony, gdy przekonał się, że demon był tak miękki jak każdy inny człowiek i szybko zatracił się w całowaniu swojego pana.
Gruntownie.
- Anh-
Ciel poczuł, jak jego oczy się zamykają. Miękko i ciepło, i... Czy to aby nie ręce Sebastiana przesuwają się w dół na klatkę piersiową Ciela, drażniąco uwodzicielsko?
Ręka Ciela, wciąż spoczywająca na policzku lokaja, zacisnęła się. Paznokcie nacisnęły bladą skórę Sebastiana, który szarpnął się i odsunął na moment swoje usta. Oboje otworzyli oczy i spojrzeli na siebie.
- Mój panie? - miękko powiedział Sebastian. Cholera, byli zbyt blisko, to denerwujące.
- Nic... - Ciel przyciągnął twarz Sebastiana i z powrotem zamknął swoje oczy. - Kompletnie nic. Kontynuuj-
Tym razem Sebastian nie zawahał się wsunąć język między wargi chłopca. Dziwne był całować się w ten sposób z Cielem, który mocno wcisnął się w fotel. Sebastian pochylał się nad nim, łaskocząc swoimi czarnymi włosami obojczyk młodzieńca.
Ciel dziwnie pisnął, gdy język Sebastiana wsunął się między jego zęby. Zacisnął rękę na twarzy sługi oraz na fotelu i w obawie przesunął jedną nogę na siedzenie.
Tak, to ręce Sebastiana były na jego piersi- Ciel poczuł uśmiech na wargach lokaja, który wsunął jedną rękę w rękawiczce pod ciasną, czarną kamizelkę hrabiego, żartobliwie bawiąc się jednym z guzików.
To Ciel się odsunął. Sebastian stał odrobinę prościej, patrząc na swojego pana. Uśmiechał się i oblizał wargi.
- Nadal jesteś tak znudzony? - powiedział cicho i spokojnie.
- Nie - odparł Ciel. Był zirytowany słysząc, jak słabo to powiedział.
Uśmiech Sebastiana wydawał się osiąść na dobre na jego twarzy.
- Sebastianie... Jak daleko.
Ręka Ciela zsunęła się z piersi Sebastiana.
- Jak daleko... zamierzasz się posunąć?
- Tak daleko jak chcesz - odrzekł Sebastian.
Ciel złapał krawat sługi, przyciągając go do siebie aż ich oczy były na jednym poziomie.
- Sebastianie - powiedział chłopiec. - Orzeł czy reszka?
- Reszka. - Sebastian nadał miał na twarzy ten doprowadzający do szału uśmiech.
Ciel podrzucił monetę, nadal patrząc na lokaja. Gdy wylądowała, uniósł ją.
- Orzeł - oznajmił Ciel.
- Wygrałeś - wymruczał Sebastian.
- Więc teraz. - Ciel mocniej pociągnął za krawat. - Pokaż mi co jeszcze może zrobić ten język.
Sebastian szeroko sie uśmiechnął.
*
Ciel ściskał kurczowo monetę. Ściskał ja tak mocno, że wbijała mu się w dłoń.
Cała krew odpłynęła z górnej części jego ciało. Leżał odchylony do tyłu w fotelu, desperacko starając się nie patrzeć na to, co robił Sebastian między jego nogami.
Och, Boże, ten język.
- Se-Sebastia-
Lokaj sie uśmiechał; Ciel to czuł. Było to okropnie frustrujące, że tak bardzo mu sie to podobało. Ręce Sebastiana powoli acz pewnie wślizgnęły się pod koszulę Ciel'a, rozpinając guziki, drażniąc, uwodząc.
- Sebast-ah-
Ciel odrzucił głowę do tyłu, nieświadomie zaginając jedną nogę na szyi Sebastiana. Ten język-
Moneta całkowicie wbiła się w jego dłoń i Ciel czuł, jak krople krwi zbierają się na jego skórze.
Sebastian puścił z niezadowolonym pomrukiem i odgłosem lizania. Ciel wcisnął się w fotel, jego otwarte nogi trzęsły się, całkowicie odsłaniając go przed lokajem.
- Cóż - zamruczał Sebastian.
Ciel zacisnął swoje oczy, gdy Sebastian podniósł się na krześle, siadając okrakiem na Cielu i pozwalając, aby jego wargi znalazły się denerwująco blisko ucha panicza.
- Czy jeszcze raz rzucimy monetą? - wyszeptał Sebastian.
Jego oddech był gorący i Ciel zadrżał, gdy zawirował koło jego ucha.
Chłopiec otworzył oczy, kładąc pewnie swoje ręce na klatce piersiowej Sebastiana.
- Jeśli ja wygram, to ty również, wiem to - odrzekł Ciel.
- A to nie odpowiadałoby ci, mój panie? - Sebastian przeciągał samogłoski. - Wiesz, znam wiele innych... przyjemnych rzeczy...
- Ja- nie. Nie dzisiaj, Sebastianie. Sądzę, że otrzymałem już.. wystarczająco dużo.
Patrzyli na siebie.
- Bardzo dobrze, mój panie - powoli powiedział Sebastian. - Tak czy siak, jest teraz pora na herbatę.
- Herbatę?
- Tak, panie. - Uśmiechnął się Sebastian, schodząc z Ciel'a. Wstał i przesunął ręką po swoich czarnych włosach, pozwalając im wrócić do normalnego stanu. - Jaka powinna być dzisiaj? Oolong? Czarna?
Ciel gapił sie na niego z rozchylonymi ustami.
- Herbata? Nawet po...
- Tak - odpowiedział Sebastian, przechylając głowę na bok. - Czyżbyś był... zawstydzony?
Ciel patrzył na niego nieco dłużej.
- Nie - powiedział wolno. - Nie. Nie jestem. Sebastianie-
Ciel zatrzymał się nagle i przełknął ślinę, nabierając opanowania. Zapiął swoje spodnie i skrzyżował nogi, kładąc swoje ręce znowu na ramionach krzesła i siadając prosto.
- Sebastianie - powiedział całkowicie opanowany. Tak spokojny, jaki nie był nigdy przedtem. - Jak śmiesz tak zuchwale się odzywać.
Sebastian uśmiechnął się.
- Oczywiście, mój panie - odrzekł jedwabiście. - Nie wiem, co sobie myślałem.
*
Ciel wcisnął monetę w fotel, gdy odbierał herbatę. Krew ze zranienia idealnie wtopiła się w fioletowe siedzenie.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Wartość

środa, 10.czerwca.2009, 14:00


Moje
Mine


Młody hrabia siedział na ławce, która przypominała o istnieniu posiadłości, teraz spalonej. Czekał, aż jego sługa zabierze mu duszę. Pomimo spokojnego podejścia do życia, demon był głodny. Minęły lata od jego ostatniego posiłku, a Ciel był zbyt wyjątkowym daniem, by mógł go sobie odmówić. I choć chwilami go irytował, to jednak ze wszystkich ludzi, z którymi zawarł kontrakt, to jego pożądał, tylko on mu odpowiadał. Bynajmniej nie mógł pozwolić, aby chłopiec wymknął się z jego rąk. Przyzwyczaił się już do myśli, że Phantomhive należy wyłącznie do niego. Byłby głupcem, gdyby zwrócił mu wolność. Po stuleciach mdłych posiłków, teraz czekała go prawdziwa uczta, której nie mógł się już doczekać. Mimo zniecierpliwienia, spokojnie podszedł do nastolatka, zdejmując po drodze białą rękawiczkę zębami. Kategorycznie musi wrócić do piekła, gdyż lewy kikut okropnie do denerwował. Jedna z wielu rzeczy, na które narzekał w świecie ludzi. W domu przyzwyczaił się już do tego, że utracone kończyny można rekonstruować. Cóż, nie planował szybkiego powrotu na Ziemię – należałoby trochę czasu spędzić z rodziną, bo mama pewnie już tęskni. Zastanawiał się, czy należałoby zabrać ze sobą jakąś pamiątkę. W końcu jego familia zawsze przynosiła coś wyjątkowego z podobnych podróży. Chociaż może lepiej nie. Postanowił, że usprawiedliwi się natłokiem pracy, co w jego sytuacji mogło się zdarzyć (i zdarzało ciągle). Przecież panicz… Och, właśnie, prawie by zapomniał o Cielu. Prezenty mogą poczekać, teraz wypadałoby się najeść.
Nachylił się nad młodzieńcem, zdejmując z jego oka przepaskę. Uśmiech sam wpłynął na jego wargi, a ludzki wygląd, jaki do tej pory przyjmował, ustępował miejsca demonicznemu. Widział obawę w oczach Ciela, ale było już za późno, by przestać. Zawisł parę centymetrów nad nim, tak aby mógł doskonale zobaczyć każdą ciemniejszą plamkę w ciemnoniebieskich oczach. Milimetr po milimetrze zbliżał się do niego, ledwo panując nad euforią wypełniającą jego ciało. Czuł jak hrabia wzdryga się lekko, gdy go pocałował. No cóż, nie powiedział przecież, jak zabierze mu jego duszę.
Phantomhive poruszył się niespokojnie, gdy poczuł jak język lokaja ociera się o jego wargi, które mimowolnie uchylił. Dopiero potem zorientował się, że dziwnie ciężko mu się oddycha, a jego ciało zaczyna drętwieć. Całą swoją energię wkładał w zachowanie godnego wyrazu twarzy, jaki przypisywany był arystokratom. Chciał, żeby Sebastian do końca widział jego silny charakter, żeby był godny bycia człowiekiem, który go interesował. Z tyłu głowy pulsował lekki ból, jakby zapowiedź ostatniej migreny w życiu. Tęczówki Sebastiana zapłonęły czystym ogniem, gdy wbił spojrzenie w niebieskie oczy swojego pana. Gdyby był mniej głodny, może oszczędziłby mu życie. Niestety dusza Ciela była zbyt smaczna, by pozwolić jej się zmarnować. Lub dopuścić do tego, aby ktoś inny się nią uraczył. Z zadowoleniem obserwował zmęczenie na twarzy hrabiego, znak, iż niedługo skończy się uczta demona. Do końca rozkoszował się smakiem cierpienia, które przeżył chłopiec. Gdy cała jego dusza znalazła się w posiadaniu byłego czarnowłosego, były kamerdyner odsunął się i spojrzał na martwe ciało.
Miał zamiar odejść, ale coś nie dawało mu spokoju. Oczy Ciela intensywnie niebieskie jak niebo podczas burzy, wpatrywały się w demona niewidzącymi tęczówkami.
Och, jak bardzo chciałby zachować te oczy.
*
Koniec końców demon nazywany Sebastianem nie zabrał ze sobą do domu nic. Nie uważał, aby było to konieczne. Z resztą cała posiadłość spaliła się, Meirin, Bard i Finnian zniknęli, a pan Tanaka nadal doglądał firmy Phantom. Tak więc Sebastian nie miał, po co zostawać na Ziemi. A pamiątek z Londynu nie kupił – wydawało mu się to nieco gruboskórne.
U rodziny nie miał nawet zbytnio czasu na rozmyślania. Wszyscy zadręczali go pytaniami, bo najmłodsze latorośle dostały zakaz na podróże. Podobno pod nieobecność rodziców urządziły jakiś mord lub coś takiego. Dziecięce igraszki. Sebastian miał teraz na głowie dwójkę rodzeństwa, które posiadało zadziwiającą umiejętność bycia w wielu miejscach jednocześnie. Albo to starszy demon nie nadążał już za młodym pokoleniem.
Poza tym nie planował prędkiego powrotu na niebieska planetę. Choć parę ludzi zwróciło się z prośbą do niego o opiekę, odrzucił ich błagania. Miał dość użerania się z ludźmi na jakiś czas.
- Idziemy do Mefiego na przyjęcie. Chodź z nami – najmłodsze dziecko, Lawrence, wbiegło do pokoju Sebastiana.
- Gdyby tylko usłyszał, jak go nazywasz… - Demon obserwował jak młodszy rumieni się z zażenowania. – Idź, zaraz do was dołączę.
Naciągnął białe rękawiczki i chwycił laskę z głową psa na czubku. Już naciskał dłonią na klamkę, gdy obrócił się przez lewe ramię i zerknął na półkę, wiszącą nad jego łóżkiem.
Oczy Ciela były przepiękne. Bardziej cudnych nie widział przez całe swoje tysięczne życie. Szkoda byłoby je zostawić.
Na półce w wielkim słoju wypełnionym substancją konserwującą połyskiwały dwie białe kule. Z przodu kule miały niebieskie koła i czarne punkciki. Sebastian napajał się tym widokiem z zadowoleniem.
Tak, oczy Ciela z pewnością zasługiwały na podziw.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Wyjaśnienie

czwartek, 30.kwietnia.2009, 08:21


Nie ma mowy, żebym w przyszłości aż tyle dodawała za jednym razem. Ale na majowe wyjeżdżam za granicę i nie chcę zostawiać Rogala na głodzie.
A, jeszcze jedno. Tylko "Lekcja" jest moja - reszta to tłumaczenia z angielskiego na mój. Co z resztą nie zawsze wychodzi, więc zdania mogą wyjść dziwne i nienaturalne.
Na koniec - nie bijcie za przecinki. Starałam się jak mogłam ale wiem, że nie jest dobrze. Po prostu nie mam zielonego pojęcia kiedy je wstawiać.
Do zobaczenia (mam nadzieję) i 3maj się Rogaliku ;*.
PS. Jeśli chcecie hasło, dajcie mi znać na gg (numer podałam w Moim Profilu).

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Najsłodszy cukierek

czwartek, 30.kwietnia.2009, 08:17


Nie moje. Opowiadanie należy do Khoust.
Not mine. This story belongs to Khoust.


Ciel marudził w swoim pokoju. Był owinięty w miękkie, niebieskie koce, które pasowały do jego oka. Dzisiaj miał wolny dzień, a jego lokaj polecił mu odpocząć, ponieważ praca była całym jego dotychczasowym życiem.
- Ten cholerny Sebastian… - mamrotał do siebie, wodząc palcami po wargach
Sebastian przez tygodnie nie pozwalał mu skosztować niczego słodkiego, twierdząc, że powodowało to zmęczenie. Doprawdy, cukier powinien dawać ludziom energię albo coś w tym stylu. Musiał ugasić to pragnienie. Ciasto mogło być, lecz bardziej miał ochotę na cukierek. Młody chłopiec rozwiązał przepaskę na oko i, upuszczając ją na stole za nim, odsłonił dwa różne oczy o pięknej barwie. Wstał z łóżka i wyszedł cicho przez drzwi.
Wszedł do kuchni, przeszukując ją uważnie i starając się być tak cicho jak to możliwe. Nie chciał, aby jego kamerdyner go usłyszał, zobaczył bądź zdał sobie sprawę czego gorączkowo szukał. Jeśli tak, biedny hrabia już zawsze będzie uważany za dziecinnego, a było to coś czego najbardziej nienawidził.
Po przerzuceniu licznych półek, Ciel nareszcie znalazł pojedynczy cukierek. Lizak. Zmarszczył brwi jak dziecko, jakby był zły na słodycz sam w sobie.
Powoli rozwinął opakowanie i polizał kulkę, wpychając ją w całości do ust. Smakowała orzeźwiająco i lepiej, żeby jego lokaj nie zauważył, iż był w kuchni. Westchnął z ulgą, zmierzając w kierunku swojego pokoju przez drzwi kuchenne, gdy nagle zszokowany przystanął.
- S-Sebastianie! - Jąkał się nadal trzymając rękę na patyku, a jego oczy rozszerzyły się w panice. To był jego cholerny dom! Nie powinien mieć oporów przez zabieraniem czegokolwiek na co miał ochotę.
Sebastian z rozbawionym wyrazem twarzy rozpostarł ręce. Jego pan był prawdziwie niewiarygodny.
Ciel zapragnął przejść obok demona bez słowa wyjaśnienia, może demonstrując swoją arogancję, aby uciszyć lokaja. Niestety Sebastian z powodzeniem blokował każde dla niego możliwe przejście. Ponownie westchnął.
- Sebastianie pozwól mi przej- - Ciel zamilkł, kiedy Sebastian przebiegle wyjął z jego ust lizaka. Zarumienił się, spoglądając na Sebastiana z zakłopotaniem. Wiedział, że wyrzuci słodycz do kosza. Był to jedyny cukierek, jaki mógł znaleźć w całym domu.
Sebastian uśmiechnął się, obserwując reakcję swojego pana. Ciemne oczy zmrużyły się podczas oglądania cukierka. Dlaczego sprawia to ludziom taką frajdę? Ignorując spojrzenie swojego pana przez parę sekund, polizał kulkę.
Ciel był zaskoczony. Sebastian po prostu polizał cukierek… wyjęty z jego ust. Nie wiedział czy ma czuć obrzydzenie, lecz z pewnością był zdenerwowany.
- Oddaj z powrotem, to już ostatni! - Ciel zaalarmował z wyrazem frustracji w głosie.
Jego kamerdyner uśmiechnął się i polizał cukierek ponownie przed całkowitym zanurzeniem go w swoich ustach.
- Oddawaj, Sebastianie! - Coraz bardziej się irytował. Sebastian nie słuchał jego rozkazów. Ciel obserwował, jak jego lokaj wyciąga lizak z buzi i wyrzuca go do śmieci. Sebastian przybliżył się do Ciela.
- Nadal go chcesz, paniczu? - wyszeptał zwodniczo w ucho pana. Ciel zarumienił się, gdy poczuł oddech Sebastiana na swojej szyi. Zapach wanilii uciekający z ust lokaja.
- Tak - powiedział Ciel, nie zauważywszy jak blisko siebie się znajdują. Mógł myśleć tylko o odzyskaniu cukierka.
- Jak sobie życzysz, mój panie - odpowiedział łagodnie, unosząc podbródek chłopca do góry i zmniejszając dystans między ich wargami. Oczy Ciela rozszerzyły się, a on sam prawie się cofnął. Prawie. Smak cukierka na ustach lokaja był zbyt ponętny. Jeśli jego wargi smakowały tak wspaniale, to zastanawiał się nad językiem. Mimo wszystko musiał on wchłonąć więcej słodyczy. Gorące usta Sebastiana powoli oderwały się od tych należących do chłopca, jego oczy patrzyły na podniecenie panicza. Ciel pragnął więcej. Poza tym była to tylko wina Sebastiana. Demon uśmiechnął się słabo, wciągając go w inny pocałunek. Tym razem to on wniknął do ust swojego pana. Język Sebastiana tak blisko jego własnego był brutalny, słodki i gorący, a hrabia czuł się jak w niebie.
Umysł i myśli Ciela powoli wygasały, ale jedna rzecz pozostała. Nigdy już nie zechce zjeść cukierka inną metodą.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Lojalność kamerdynera

czwartek, 30.kwietnia.2009, 08:16


Nie moje. Opowiadanie należy do acegirl195.
Not mine. This story belongs to acegirl195.


- Mówiąc prosto z mostu, nienawidzę psów.
- Pozwól mi usłyszeć jak szczekasz, mój mały szczeniaczku.
Jedna szafirowa tęczówka spojrzała w górę na przebiegłego mężczyznę. Sebastian był stoicką osobą, stoickim lokajem. Piekielnie dobrym lokajem. I mimo że zawsze był lojalny, bez zahamowań nienawidził zwierzęcia, które wydawało się najbardziej mu podobne.
- Woof - Ciel słabo zaszczekał, przygryzając dolną wargę i bardzo starając się utrzymać kontakt wzrokowy z mężczyzną, który obecnie przyciskał go do wyszukanych jedwabi na łóżku.
Sebastian uśmiechnął się z wyższością.
- Zawsze wolałem koty - przypomniał, przesuwając rękę w czarnej rękawiczce między precyzyjnie uczesanymi włosami. - Ale ty, ty wiecznie przypominałeś mi uczciwego psa biegającego dookoła na polecenie królowej.
- A ty? - Ręka zatrzymała się, gdy Ciel próbował usiąść, nie mogąc ruszyć się, ponieważ lokaj wciąż go trzymał. - Razem ze mną do końca jak lojalny, wytrenowany pies.
Sebastian lekko zachichotał i zamknął oczy, pochylając się w dół i naciskając swoją dobrze zbudowaną sylwetką na małą oraz delikatną postać swojego pana.
- Wygląda na to, że masz rację. - Otworzył znów swoje karmazynowe oczy, pochłaniając całą figurę Ciela. - Mój panie.
Ręka w jego włosach zsunęła się na szyję. Ciel praktycznie zamarł, oddech pozornie utknął w jego gardle, a niecierpliwość zmąciła w normalnych warunkach czysty i dobrze pracujący mózg.
- Przestań. - Ciel wypuścił powietrze, kiedy wydawało się, że wrócił już do siebie.
Ręka została przy boku chłopca.
- Czy to rozkaz, mój panie?
Ciel spojrzał na Sebastiana, wyraz twarzy demona był nieodgadniony, wargi ułożone w cienką linię, gdy wpatrywał się w niego oczekując na odpowiedź.
- Tak! - Był niepewny i zaszokowało go, jak trudno jest odpowiedzieć.
A potem Sebastian uśmiechnął się, zachichotał i potrząsnął łagodnie głową podkreślając swoje słowa: - Nie.
Oczy Ciela powiększyły się, kiedy ręka ścisnęła jego bok, a delikatny pisk wymknął się poza jego warg.
- Jest to rozkaz, którego nie mogę wykonać, mój panie. - Z tymi słowami Sebastian pochylił się, jego głowa była zaledwie cal od Ciela, a różowy język wyślizgnął się, aby polizać kącik ust pana.
- Jak pies śliniący się tuż nad moja twarzą - chichocząc, dumał Ciel zanim jego usta zostały muśnięte przez wargi jego jedynego kamerdynera.
Sebastian podniósł się po paru sekundach od końca pocałunku.
- Woof - I znowu nachylił się, aby zająć się młodym paniczem.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Czerwień

czwartek, 30.kwietnia.2009, 08:15


- Połóż na biurku.
Sebastian wzdrygnął się na niespodziewany dźwięk głosu Ciela, który dochodził zza biurka w dużym zagraconym gabinecie. Cicho siedział w za dużym obrotowym fotelu, zwrócony w stronę okna naprzeciw niego, co pozwalało mu oglądać ogromny przedni ogród. Dochodząc do siebie po lekkim szoku zaserwowanym przez głos Ciela, którego się nie spodziewał, lokaj przywołał uśmiech na twarz i kontynuował wędrówkę, popychając czysty srebrny wózek w kierunku młodego panicza.
Siedział tu cały dzień, gapiąc się na zewnątrz. Rankiem padał ulewny deszcz, który sprawił, iż wszyscy byli podenerwowani. Jednak burza ustała, pokazało się słońce i było ciepło, sucho i przyjemnie. Meirin oraz Finny podekscytowani wyskoczyli na dwór. Ich dzisiejsza praca aż do pory obiadu była skończona, więc bawili się z dziecięcym rozradowaniem.
Sebastian przestał starać się zrozumieć Ciela wieki temu. Po paru tygodniach jego działalności zaakceptował to, że umysł właściciela posiadłości był na zupełnie innym poziomie niż jego, a próby zrozumienia tego tylko przysporzyłyby mu więcej pracy, której nie musiał wykonywać. Tak jakby potrzebował jeszcze więcej roboty wokół rezydencji.
Jak przystało na dobrego lokaja, Sebastian wyświadczył swojemu panu przysługę, stawiając tacę z parującą herbatą na biurku, nieświadomy faktu, iż jego obecność nie była ani potrzebna, ani wymagana.
Nie było to jego miejsce, a jednak..
- Pens za myśli?
- Cent za grzechy?
Sebastian zachichotał, podchodząc do drugiej strony biurka, gdzie stanął naprzeciwko dużego krzesła Ciela. Nie był zaskoczony odwetem chłopca. Było to coś, co Ciel by powiedział.
- Co cię trapi, panie?
- Nieznośny lokaj, mówiący nieproszenie. - Ciel podparł swą głowę dłońmi, znacząco nie patrząc na Sebastiana.
Sebastian znowu zachichotał.
- Oboje wiemy, że ten rodzaj bezceremonialności na mnie nie działa.
Ciel westchnął i wyjrzał przez okno.
- Czerwień… znika.
Sebastian mrugał zmieszany, dopóki nie podążył oczyma za wskazanym przez palec Ciela kierunkiem za oknem. Wystarczająco wyraźnie było widać jak słabe czerwone liście niósł wiatr, unoszący je leniwie na powietrzu. Z pewnością czerwień znikała, a jednak Sebastian wiedział, że liście trzepoczące na wietrze nie były prawdziwym przesłaniem wypowiedzi. Tak naprawdę „czerwień” oznaczała Madame Red, której już dawno nie było na świecie.
- Paniczu, jeśli mogę… to już tygodnie. Czy nie należałoby, abyś zainteresował się czymś innym?
Sebastian cofnął się, gdy zobaczył jak Ciel ściska swoje ramie, leżące na fotelu. Wymamrotał coś jak, "To dlatego się do ciebie nie odzywam…"
Sługa westchnął. Najwyraźniej musi włamać się do ludzkich określeń.
- Panie - powtórzył cicho, idąc w stronę Ciela. - Jeśli mogę… - Delikatnie ujął rękę Ciela w swoja własną, podnosząc ja tak, aby mogli obaj to widzieć.
- Widzisz, czerwień - Powoli zaczął. - Może pojawić się na powierzchni, aby zniknąć. Ale zawsze jest nieco niżej, w wewnętrznym rdzeniu twojego ciała. Ciepło i cel, które pompują krew przez twoje żyły, wytrwałe egzystencja, która pozwala ci żyć dzień po dniu. - Obrócił dłoń Ciela do góry i swoim wskazującym palcem obrysował zawiłe linie.
- Sebastianie - Ciel tracił panowanie nad sobą. - To najgorsza analogia jaką kiedykolwiek słyszałem.
- Hm? - Sebastian puścił jego dłoń.
- Jeżeli czerwień jest zaraz pod powierzchnią, więc powiedz mi gdzie się znajduje.
Sebastian obdarował go jednym ze swoich popisowych uśmieszków… Tych, które miał zwyczaj dawać ofierze tuż przed otoczeniem jej, co natychmiast uczynił, zbliżając się coraz bliżej do Ciela aż ich twarze były cale od siebie.
- Czerwień? - Powtórzył. - W ludziach? Och, bardzo łatwo ją znaleźć.
I tak, demon przycisnął swoje wargi do tych należących do młodego chłopca, powodując, że Phantomhive wzdrygnął się i prawie cofnął, lecz tylko prawie. Zamiast tego zachowywał się tak, jakby jego usta były przyklejone do kamerdynera, nie poruszając nimi, ale też nie odsuwając ich.
Sebastian po paru sekundach sam to uczynił.
- P-Po co to było? - prychnął Ciel a Sebastian widział jak jego organizm usiłował uspokoić przyspieszony rytm serca.
- To? - Powtórzył Sebastian, obracając Ciela z powrotem przed okno, gdzie jego odbicie niewyraźnie się w niego wpatrywało. - Ja tylko pomagałem ci znaleźć czerwień.
W odbiciu Ciel mógł dostrzec swoje policzki pomalowane krwistą czerwienią z gorącym rumieńcem. Przypomnienie nerwowego pocałunku.
Jak każdy dobry lokaj zadowolony ze swojej pracy Sebastian odszedł pchając przed sobą wózek. Jego obowiązki na ten dzień były ukończone. Ciel obrócił się na krześle, aby spojrzeć jak zbiera swoje rzeczy i wychodzi. Rubinowo-czerwony rumieniec wciąż bawił na jego policzkach.
- Gdybyś potrzebował znowu znaleźć czerwień. - Sebastian wypchnął wózek za pokój. - Daj znać.
Nie mówiąc nic ponad to, zamknął za sobą drzwi, zostawiając jąkającego się Ciela w ciemności.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi:

Yagami

czwartek, 9.kwietnia.2009, 18:56
Przeliterujcie od tyłu a będzie wam dane zrozumieć.
Amen.

Łapa
Nastrój:
Kategoria: normalna
tagi: